Credo in unum sanctam catholicam et apostolicam ecclesiam
Wierzę w jeden świety,powszechny i apostolski Kościół.

wyznanie wiary

Środa, 20 czerwca 2018 r.

Adalberta, Baltazara, Bogny, Bożeny, Florentyny, Franciszka, Hektora, Jana, Makarego, Michała, Rafała Czytania z Pisma Świętego: 2 Krl 2, 1. 6-14; Ps 31 (30), 20. 21. 24; Mt 6, 1-6. 16-18 Pamiętajcie, by nie spełniać dobrych uczynków na oczach ludzi po to, by je podziwiano. W przeciwnym bowiem razie nie otrzymacie zapłaty od Ojca waszego, który jest w niebie. Gdy więc będziesz rozdawał jałmużnę, nie rozgłaszaj tego naprzód. Tak bowiem zachowują się w synagogach i na ulicach obłudnicy, którzy chcą, żeby ich ludzie chwalili. Zaprawdę mówię wam, tacy już otrzymali swoją zapłatę. Kiedy ty dajesz jałmużnę, niechaj nie wie twoja lewa ręka o tym, co czyni prawa. Niech twoja jałmużna pozostanie w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi także to, co ukryte, nagrodzi cię za nią. A kiedy się modlicie, nie naśladujcie obłudników, czyli tych, którzy udają się na modlitwę do synagog i na skrzyżowania ulic po to, by ich [lepiej] widziano. Zaprawdę mówię wam: tacy już otrzymali swoją zapłatę. Ty zaś, gdy będziesz się modlił, wejdź do swego mieszkania, zamknij za sobą drzwi i módl się do Ojca twego, który jest tam, w skrytości. A Ojciec twój, który widzi także i to, co ukryte, odpłaci ci za to. Kiedy pościcie, nie bądźcie smutni jak obłudnicy, którzy przybierają smutny wygląd po to, by ludzie widzieli, że oni poszczą. Zaprawdę mówię wam, już mają swoją zapłatę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, ażeby twój post był widziany nie przez ludzi, lecz przez Ojca twojego, który jest tam, w ukryciu, i który widzi to, co ukryte. On to da ci zapłatę.

Biblia Warszawsko-Praska, Mt 6, 1-6. 16-18

Ks. Aleksander Jacyniak SI, "Antykryzysowy poradnik biblijny”. Rozdział 2. Gdy wydaje Ci się, że tracisz kogoś lub coś najdroższego.

2013-09-16, JW

W pierwszym rozdziale dotknęliśmy, odwołując się do historii z życia biblijnego Abrahama, rzeczywistości opuszczania rodzinnego domu i ziemi ojców, by podążać w nieznane. Zatrzymajmy się teraz nad doświadczeniem lęku przed utratą kogoś najbliższego: męża, żony, dziecka, rodziców, przyjaciół, lub czegoś, z czym jestem tak bardzo związany, że nie wyobrażam sobie życia bez tego. Drogowskazem niech będzie dla nas znowu jedno z doświadczeń, przez które przeszedł Abraham, który dotarł już do nowej ziemi i ma tak długo oczekiwanego syna. Miał on 75 lat, gdy usłyszał od Boga, że będzie miał syna, i miał 99 lat, gdy wreszcie tego syna się doczekał. Nie musi to więc być tak, że jeśli coś Bóg obiecał, to natychmiast to spełnia. Abraham czekał długie 24 lata na spełnienie obietnicy o potomku. Istnieją jednak teraz dodatkowe, namacalne motywy, by zawierzyć Bogu, by Mu ufać, choć ten Bóg czasami zdaje się przesadnie zwlekać ze spełnieniem obietnicy. Jednocześnie jednak to, że Abraham pomyślnie przeszedł przez pierwszą próbę zdaje się upoważniać Boga do przeprowadzenia Abrahama przez próbę niepomiernie większą niż opuszczenie rodzinnej ziemi, czy też wieloletnie oczekiwanie na syna.

Nagle, znienacka Bóg mówi Abrahamowi: "Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę" (Rdz 22, 2). Ten Boży nakaz jest przerażający. Stajemy tu przed czymś, co jest wprost niewyobrażalne. Bóg temu staremu, ponad stuletniemu człowiekowi, którego jedyną nadzieją na tym świecie jest jedyny, oczekiwany przez całe dziesięciolecia syn, nakazuje tegoż syna zabić i to zabić własnymi rękami.
Nie wiemy tak do końca, dlaczego zaistniał ten biblijny tekst. Być może był to biblijny głos w dyskusji toczącej się w ówczesnym świecie na temat tego, czy można bogom lub nawet jedynemu Bogu składać ofiary z istot ludzkich. Prawdopodobnie, by pokazać, że Bóg nie domaga się takich ofiar, zaistniał ten tekst. Od początku ludzkości toczy się bowiem zażarta dyskusja, czy ludzkie życie jest nietykalne i na ile jest ono nietykalne. W tej starożytności, w której rodził się ten tekst, rozbrzmiewała ona poprzez pytanie, czy ludzkie życie jest na tyle święte, że nie może być składane w ofierze bożkom, czy nawet jedynemu Bogu. Potem zaistniało pytanie, czy cudzoziemiec, zwłaszcza cudzoziemiec niewolnik to też człowiek i czy jego życie jest nietykalne, czy też można je przekreślić. W naszych czasach bardzo ostro dyskutowana jest natomiast kwestia, czy człowiek, który nie ujrzał jeszcze światła dziennego, też jest człowiekiem i czy ma pełne prawo do życia, czy też można go z jakichś racji uśmiercić.

My jednak jesteśmy zobowiązani przyjąć ten tekst w całym jego tragicznym wymiarze. A jaki Bóg jawi się wówczas Abrahamowi? Ten Bóg zdaje się być Bogiem - tyranem, żądnym krwi, krwiożerczym, pastwiącym się nad starym człowiekiem, który dochodzi kresu swoich dni. Ma się wrażenie, że jest to Bóg spragniony ludzkiego bólu, przeogromnego bólu. Ale może nie to jest tutaj najtragiczniejsze. Najtragiczniejsze jest to, że ten Bóg jawi się tu jako Bóg absolutnie nielogiczny, bo przeczący samemu sobie. Przecież ten Bóg obiecał - "z ciebie wyrośnie wielki naród" (por. Rdz 12, 2a). Mam jedynego syna. Tylko z niego ten naród może się narodzić. I tego jedynego syna każe mi własnoręcznie uśmiercić.

Często właśnie tak przeżywa obecność, świadomość Boga człowiek, który przechodzi przez bardzo ostry kryzys. Bóg zdaje się być Bogiem potwornym, żądającym stanowczo za wiele, domagającym się ofiary zbyt wielkiej, ofiary, której sensu się nie rozumie, Bogiem absolutnie nielogicznym, przeczącym samemu sobie, Bogiem, który zapomniał o swej miłości, która powinna cechować Go zawsze w odniesieniu do człowieka. Pośród takiego kryzysu może zrodzić się przekonanie: nie, nie jest rzeczą możliwą pozostawać wiernym takiemu Bogu. On musi zrozumieć, że domaga się czegoś, co jest ponad siły człowieka...
Przypatrzmy się temu dramatowi, by pełniej pojąć wymowę tylu innych, analogicznych do dramatu Abrahama:

„Abraham osiodłał swego osła, zabrał z sobą (...) syna Izaaka, narąbał drzewa do spalenia ofiary i ruszył w drogę do miejscowości, o której mu Bóg powiedział. Na trzeci dzień Abraham, spojrzawszy, dostrzegł z daleka ową miejscowość. (...) Abraham, zabrawszy drwa do spalenia ofiary, włożył je na syna swego, Izaaka, wziął do ręki ogień i nóż, po czym obaj się oddalili. Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: 'Ojcze mój!' A gdy ten rzekł: 'Oto jestem, mój synu' – zapytał: 'Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?' Abraham odpowiedział: 'Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój'. I szli obydwaj dalej. A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego, Izaaka, położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna. Ale wtedy Anioł Pański zawołał na niego z nieba i rzekł: 'Abrahamie, Abrahamie!' A on rzekł: 'Oto jestem'. [Anioł] powiedział mu: 'Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna'. Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna" (Rdz 22, 3-13).

Cała scena opisana w 22 rozdziale Księgi Rodzaju rozpoczyna się podobnie jak opisana w rozdziale 12, zapraszająca do opuszczenia ziemi rodzinnej, z tym, że wówczas Abraham miał wyruszyć w kierunku niepewnej przyszłości, zakorzenionej jednak w Bożej obietnicy. Teraz tenże Abraham ma zniszczyć to, co jest realizacją tejże obietnicy. Nie ma iść, jak przedtem, w kierunku niepewnej przyszłości, ale ma zniszczyć, zniweczyć tę przyszłość, zabijając syna, niszcząc na Boże żądanie to, co stanowiło realizację Bożej obietnicy, niszcząc własne ojcostwo, bo ktoś, kto nie ma syna, nie jest już ojcem. I to wszystko każe mu uczynić ten sam Bóg, który przedtem powiedział, że ze względu na 10 sprawiedliwych mieszkających w Sodomie, nie zniszczy jej. Teraz ten sam Bóg każe zabić jednego sprawiedliwego. Trudno jest tu znaleźć jakikolwiek sens.

Czy to możliwe, by ten Bóg był tym samym Bogiem, który przedtem powoływał Abrahama, obiecywał mu potomstwo i przyrzekł ocalić Sodomę ze względu na 10 sprawiedliwych?! Nie, ten Bóg zdaje się być Bogiem, który zrealizowawszy obietnicę domaga się teraz jej wymazania, zanegowania, przekreślenia. Zdaje się ukazywać swe potworne oblicze, którego dotychczas Abraham w ogóle nie znał. Bóg, który objawił się jako Ten, który realizuje obietnice, Ten, dla którego nie ma nic niemożliwego, jako Ten, który to, co obumarło przemienia w życie, teraz domaga się przekreślenia obietnicy i domaga się, by uczynił to własnoręcznie sam Abraham.
Jest to niezmiernie tragiczny czas dla Abrahama, tragiczny także dla jego wielkiej wiary w niezmierzonego Boga. Tekst biblijny podkreśla bardzo dobitnie tragizm tej sytuacji. Podczas wspólnego podążania Abrahama i Izaaka na jedno ze wzgórz kraju Moria, gdzie ofiara miała się dokonać, jedynie Abraham i czytający biblijny tekst są świadomi tego, co ma zaistnieć. Ojciec i syn idą obok siebie, rozmawiają ze sobą, a ich rozmowa przybiera wymiar coraz bardziej dramatyczny, by wreszcie zaowocować pytaniem Izaaka: "gdzież jest jagnię na całopalenie?" (Rdz 22, 7) i przepojoną w dalszym ciągu niezmierną wiarą odpowiedzią Abrahama: Bóg sam "upatrzy sobie jagnię na całopalenie" (Rdz 22, 8).

Jest to zaakceptowanie Bożego żądania pośród przeświadczenia, że może ono mieć sens. Bardzo trudno jest iść pośród mroków wiary, która nie jest już w stanie wytłumaczyć, dlaczego to, po co, czemu to służy, jaki może mieć sens. A jednak Abraham pomimo wszystko nie przestaje wierzyć i jedynym światełkiem jego wiary jest przekonanie, że musi to mieć jakiś sens, że Bóg nie jest, nie może być kimś złym, nawet jeśli nie jestem w stanie tego udowodnić, wytłumaczyć, wyjaśnić ani sobie ani tym bardziej innym. Kiedyś może to jednak zrozumiem. Tego domaga się wiara pośród największych ciemności, która potrafi pokonać pokusę zwątpienia, czy rozpaczy.

To podążanie pośród mroków wiary naszego ojca w wierze, Abrahama, staje się symbolem wszystkich naszych poszukiwań w mrokach naszej wiary. Te nasze podążania możemy odczytać jako skierowane do nas zaproszenia do tego, byśmy próbowali poznać Boga na nowo, byśmy zrewidowali sposoby naszej służby Jemu, byśmy pojęli, że On jest ciągle większy: większy od naszych schematów patrzenia na Niego, od naszych przekonań dotyczących tego, w jaki sposób może się On objawiać człowiekowi, przybliżać do Niego, w jaki sposób ma objawiać swoją dobroć, swoją obecność. Bóg przekracza nasze schematy, także schematy naszego widzenia Bożego błogosławieństwa, Bożej obecności w naszym życiu lub ich braku. Właśnie pośród mroków wiary człowiek odkrywa, że Bóg nie może być z niczym utożsamiany. Nie może być utożsamiany nawet z przejawami swojej obietnicy, swego przymierza. Właśnie tam, czy też właśnie wówczas, gdy wydaje się, że Bóg zdaje się zawodzić, zapominać, właśnie to doświadczenie można przyjąć jako zaproszenie do wzrastania w wierze. Bóg jest bowiem większy także od swoich sposobów wkraczania w historię ludzką i przeobrażania jej w historię zbawienia, bo te sposoby są, czy też mogą być skończone, poddane przemijaniu, a Bóg jest nieprzemijający, wieczny. Bóg jest większy od owoców swej obietnicy. Bóg jest większy od Izaaka; Izaak bowiem umiera, Bóg nie umiera. Bóg jest potężniejszy od śmierci, On pokonuje śmierć także w tym celu, byśmy my, otwierając się na życie, nie przestawali wierzyć pośród mroków naszej wiary, że Bóg nieustannie znajduje Baranka, który składany w ofierze, rozjaśnia mroki naszej wiary i tej niełatwej wierze nadaje sens. W wydarzeniu biblijnym to nie Izaak, ktoś najdroższy dla Abrahama, jest składany w ofierze, ale uwikłany w zaroślach baranek. W rzeczywistości nowotestamentalnej tym Barankiem nieustannie składanym w ofierze na ołtarzach świata jest nasz Pan Jezus Chrystus. W więzi z Nim możemy szukać sensu utraty tych osób, rzeczy i spraw, które wydają się nam najdroższe.

Myśli do osobistej refleksji modlitewnej:

  • Czy rzeczywiście ktoś lub coś, co zdaję się tracić, powinny być dla mnie tak bardzo ważne, czy wręcz najważniejsze?
  • Czy ci najważniejsi dla mnie ludzie lub rzeczy nie stają się dla mnie bożkami spychającymi jedynego Boga na dalszy plan?
  • Czy jestem w stanie przyjąć śmierć bliskiej mi osoby nie jako stratę kogoś bliskiego, ale jako zaproszenie do kształtowania więzi z nią, cechującej się nową jakością, podejmowanego ze świadomością, że życie zmienia się, ale się nie kończy? Czy odejście z tego świata stanowi dla mnie zaproszenie do coraz pełniejszego życia świadomością, że na tej ziemi jesteśmy jedynie przechodniami i pielgrzymami i że nasza prawdziwa Ojczyzna jest tak doskonała i wielka, że nasza pełna niedoskonałości ziemia nie jest w stanie jej ogarnąć? Czy odejście z tego świata kogoś bliskiego potęguje ze mnie samym/samej tęsknotę za niebem, które musi istnieć, gdyż ta ziemia w całej swej złożoności nie pachnie domem?

KONTAKT

Wyślij wiadomość, jeśli masz ciekawą informację i chcesz się nią z nami podzielić...

Dalej »